O zmianach w branży zwanych potocznie kryzysem

Zaktualizowano: 27 mar 2020

Chciałbym temat pozornego braku nowości nieco rozwinąć i pokazać drugą stronę tego medalu. Zanim damy się wkręcić w bitą w mediach pianę, wieszczącą: upadek branży, kryzys, załamanie i inne odmiany końca świata, wyjaśnijmy sobie kilka rzeczy, bez owijania w bawełnę. Niniejsza publikacja jest nieformalną częścią 2 tekstu wprowadzającego do cyklu relacji z wystawy #IFA_2019 w Berlinie i rozwija jeden z wątków.


Bo gdy nie wiadomo o co chodzi, to zawsze chodzi o kasę :)

Po pierwsze przez ostatnich kilka lat nowe, istotne rozwiązania techniczne i technologiczne pojawiały się w iście kosmicznym tempie. W audio (i nie tylko) dokonał się skok na niespotykaną skalę od czasu wynalezienia fonografu. Po złotym wieku analogu, powstały nowe techniki zapisu cyfrowego / obróbki i dekodowania dźwięku oraz obrazu / wynaleziono bezprzewodowe przesyłanie danych / urządzenia pracują w sieci / multiroom / nośniki fizyczne zostały wyparte przez chmurę danych / sprzęt przenośny nie ustępuje wiele stacjonarnemu, a niekiedy go przerasta / wielokanałowość w kinie domowym i muzyce / powszechny dostęp do nagrań jakości studyjnej / możliwość przechowywania miliona nagrań na jednym twardym dysku / kalibrowanie urządzeń pod warunki akustyczne pomieszczeń i słuchawek pod indywidualne uszy użytkownika / pojawienie się smartfonów / asystenci głosowi - można by tak wymieniać jeszcze długo.

Pojawianie się owych nowości zaczęło przyjmować rozmiary wręcz monstrualne, każda firma stawiała sobie za punkt honoru pokazać coś nowego, przynajmniej raz do roku.


Po drugie taka polityka, o ile na krótką metę pozwalała się skutecznie ścigać z konkurencja, o tyle w dłuższej perspektywie zacz